niedziela, 18 sierpnia 2013

AUTORYTETY AUTORKI 2004

Od bardzo małej dziewczynki chciałam zostać nauczycielką języka polskiego. Już w przedszkolu czytywałam innym na głos baśnie i wierszyki i bardzo mi się to podobało. Tak, to miłość do książek, a nawet lekki obłęd na tym punkcie, podyktowały mi pójście na filologię polską. Nie był to raczej wpływ polonistek, które mnie uczyły – z lekcji polaka zarówno w podstawówce jak i w ogólniaku nic prawie nie pamiętam...

Studia – cóż, jak wszystkie polskie studia doby transformacji ustrojowej. Zasada „3 x z: zakuć, zdać, zapomnieć”; niby kształcenie przyszłych nauczycieli, ale w kompletnej nieprzystawalności do reformy szkolnictwa niższego; większość starej, powojennej kadry... A jednak kilka osób (nie tylko profesorowie, ale i doktorzy, a nawet magistrowie, w większości kobiety) wyposażyło mnie w cząstkowe kompetencje dydaktyczne, przy czym mniej teraz pamiętam i wykorzystuję to, CO oni nam prezentowali, więcej zaś JAK. Tym bardziej, że rzadko uczę polskiego, częściej zaś angielskiego. Ich przykład osobisty – metody, styl nauczania, kreowanie atmosfery zajęć, to zwłaszcza we mnie pozostało.

Zdecydowanie więcej jednak nauczyłam się w harcerstwie! To było to – żywa, praktyczna, stosowana, oparta na doświadczeniu WIEDZA JAK UCZYĆ. Każda zbiórka Krakowskiego Harcerskiego Kręgu Akademickiego„Diablak”, potem moje zaczynanie od zera z 8. Podgórską Drużyną Harcerek „Watra” w Hufcu Kraków – Podgórze, a wreszcie zetknięcie się ze specjalistami w kształceniu na ogólnopolską skalę z Ruchu Całym Życiem.

Nagle zachłysnęłam się AUTORYTETAMI, poznałam mnóstwo osób, od których dosłownie łykałam pomysły, gry, techniki i formy, uczyłam się gospodarowania czasem, pracy z grupą, pojmowania harcerstwa jako Ruchu, ale i organizacji oraz standardów tejże.

Kolejne komendantki „Diablaka”, cała Rada Kręgu, funkcyjni Chorągwi Krakowskiej i hufca podgórskiego, członkowie RCŻ, wiele innych osób – u każdej z nich starałam się podpatrzeć to, co najfajniejsze, najbardziej skuteczne, harcerskie i przydatne. Oczywiście to, co podpatrzone, nie zawsze skutkowało i skutkuje na moim własnym podwórku. Trzeba przecierpieć ileś pomyłek i nauczek, żeby samemu dojrzeć do określenia „know-how”, żeby mieć to – podobno najcenniejsze dziś na ryku pracy z ludźmi – własne doświadczenie.

Kiedy podczas październikowego spotkania redakcji Internetowej Gazety Harcerskiej Ania N. zaproponowała rubrykę tematyczną „Autorytety”, zapaliłam się do tego pomysłu. Przyjęłam jej argumentację – będziemy starać się przedstawiać osoby, które w swoim życiu w udany sposób połączyły życie rodzinne, karierę zawodową i służbę harcerską. Niech będą to instruktorki / instruktorzy wciąż żyjący i działający. Niech uczą nas jak pięknie żyć DZISIAJ, w takich a nie innych warunkach harcerskich i polskich. Niech wyrażą, jak planują JUTRO dla siebie i swego środowiska – w zgodzie z ideałami harcerskimi i jak wyobrażają sobie POJUTRZE, które pewnie będzie należało do nas, młodych...

Nie wydawało mi się to trudnym zadaniem, wręcz przeciwnie, miałam już na oku kilka postaci, które były/są autorytetami dla mnie. Nie chciałam jednak monopolizować następnego numeru IGH i w internetowych redakcyjnych dyskusjach przez cały listopad, grudzień, styczeń – prawie codziennie namawiałam inne osoby do zaproponowania swoich autorytetów, przeprowadzenia z nimi wywiadów, napisania o nich. Nie do uwierzenia – NIKT na mój apel nie odpowiedział!! Redaktor naczelny zaś napisał: „mamy kryzys autorytetów”...

Zgodziłabym się z nim, gdybym w swoim rozwoju pozostała na etapie maturalnym – bez studiów i bez harcerstwa akademickiego, krakowsko - podgórskiego, „erceżetowskiego”. Powtórzę: tam spotkałam osoby, które COŚ we mnie zaszczepiły, od których przejęłam bądź pojedyncze elementy zachowań bądź szersze spojrzenie na pewne sprawy, a nawet odwagę bycia sobą. Osoby, dzięki którym odrobinę przybliżyłam się (tak myślę:)) do ideału harcerki i instruktorki.

Z drugiej jednak strony wszystkie te osoby, moje autorytety, miały i mają swoje wady. Dostrzegałam to z czasem ja sama, innym razem słyszałam krytyczne głosy innych. No i zastanawiałam się wtedy – czy oni mogą być autorytetami?? Nawet się zniechęcałam – ileż można nad sobą pracować, skoro osoby, które są już „hm” i „hR” i reprezentują bardzo wysoki poziom wiedzy / umiejętności / postaw harcersko – instruktorsko – życiowych, bywają – niejednokrotnie bardzo ostro – oceniani?? Czy tak samo było z Andrzejem i Oleńką, Robertem, Agnes i Olave, Aleksandrem Kamińskim??

Nie wiem... Ale trzy rzeczy przynajmniej wiem, będąc równocześnie „hm”, „hR” i „panią od anglika”:
1)      autorytet to nie ideał - to ktoś, kto po prostu wcześniej zaczął i przy tym posiadł umiejętność uczenia się na błędach
2)      autorytet to wiedza, służba i pokora w jednym
3)      autorytet najlepiej się weryfikuje – i ustawicznie się weryfikuje – u podstaw, na samym dole, w pracy z drużyną / szczepem / uczniami...

Przyszła mi do głowy jeszcze jedna – czwarta rzecz. Chyba nie można być jednocześnie autorytetem dla wszystkich...

Drodzy Czytelnicy! Macie autorytety? Wierzycie w autorytety? Jesteście autorytetami? Napiszcie, jak jest z tym w Waszym Harcerstwie. Jeżeli chcecie, to poczytajcie też (ku refleksji): http://pl.wikipedia.org/wiki/Autorytet

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz