niedziela, 18 sierpnia 2013

UMYSŁ DYDAKTYCZNY A METODA HARCERSKA 2001

To w harcerstwie trzykrotnie spotkałam się z genialnymi w swej prostocie i prawdziwości słowami Konfucjusza. W trzech formach gramatycznych brzmiały one następująco:


Słucham i zapominam, Widzę i zapamiętuję, Robię i rozumiem;
Usłyszałem i zapomniałem, Zobaczyłem i zapamiętałem, Zrobiłem i zrozumiałem;
Powiedz mi, a zapomnę, Pokaż mi a zapamiętam, Pozwól mi zrobić, a zrozumiem.


Utkwiły mi one w pamięci niczym wschodnie haiku, przypominając się czasem znienacka, ni stąd ni zowąd, czasem zaś w odpowiadającej ich treści sytuacji (uczelniane zajęcia z dydaktyki lub... harcwykłady...), zawsze zmuszając mnie do przysłowiowej minuty mądrości = minuty kontemplacji. Z pozoru tylko słowa te przekazują tezę o działalności ludzkiego mózgu i, ewentualnie, rodzajach pamięci: wzrokowej, słuchowej czy tzw. ruchowej. Dla mnie są one przede wszystkim kwintesencją metody harcerskiej i gwarancją jej nieśmiertelności. Śmiało mogą być argumentem w dyskusji <<Harcerstwo XXI wieku>> - argumentem przemawiającym za stosowaniem starych, przedwojennych sposobów harcowania. Tych z Grodeckiej i Phillipsa; tych z Kamińskiego i – żaden ze mnie Kolumb – Baden – Powella...
  • Czym bowiem była, jest i będzie (chyba...) szkoła?
W przeważającej swej masie szkoła m ó w i, czasem p o k a z u j e – cóż, wykład, pogadanka, czy też zadanie lektury (nie mówię tu o literaturze pięknej!) to jednak najszybsze z metod nauczania. A ilość materiału – z roku na rok – przyrasta... Uczniowi, który akurat nie jest omnibusem, nie pozostaje nic innego jak zasada 3Z: zakuć, zdać, zapomnieć. I jak się w praniu okazuje, kolejnym reformom nic, albo prawie nic do tego...
  • A czym było, jest i oby będzie tak dalej prawdziwe harcerstwo?
Prawdziwe harcerstwo to szkoła życia, która kształtuje światopogląd harcerzy i realnie wpływa na ich codzienne funkcjonowanie w swoich środowiskach. To naturalne i pośrednie uczenie w działaniu, w grupach – razem – ale indywidualnie! Od drugiego roku studiów jestem fanatyczką metody harcerskiej i pamiętam, jak wstrząsnęło mną odkrycie, iż ten prawdziwy skarb, znajdujący się w rękach instruktorów ZHP od prawie 90 lat, doskonale przekłada się na współczesne, rzekomo nowe i odkrywcze metody stosowane w zarządzaniu, ruchu oazowym, Nowej Szkole...

Czym różni się dydaktyka akademicka od metody harcerskiej? Dlaczego w ciągu półrocza (jak dotąd) swojej nauczycielskiej pracy dziękowałam Bogu za to, że jestem harcerką i że postawił na mojej drodze studenckiej zarówno KHKA „Diablak” jak i Ruch Całym Życiem? Z całą świadomością magistra dydaktyki mogę napisać, iż o ile prawdziwe harcerstwo jest „szkołą życia”, o tyle prawdziwe instruktorstwo jest „szkołą dydaktyki”! Bogatsza o doświadczenia z drużyną w wieku podstawówkowo-gimnazjalnym uczę j.angielskiego w szkole podstawowej i gimnazjum właśnie. I – po harcersku – daję się uczyć! Moi uczniowie uczą mnie pokory – zupełnie nie rusza ich osiągnięta przeze mnie bardzo dobra ocena z dydaktyki j. polskiego (czy to z egzaminu, z pracy, czy z obrony...), ani trud zdawania dodatkowego egzaminu FC (byle za wszelką cenę móc uczyć, jak nie „Polaka” to „Anglika”). Wykorzystują z równą intuicją co bezwzględnością moją dobrą wolę, dobre serce i mimo wszystko niezachwiane pojęcie o wyższości podmiotu nad przedmiotem – oraz o równości podmiotów. Na szczęście wiem – a skąd, jak nie z harcerstwa?! – co może kryć się za maską lekcyjnego przeszkadzacza, jak reagować na – bywa i tak – brutalne prowokacje; wiem, że cierpliwość jednak popłaca i że chcieć to móc!

I o ile teoria – także dydaktyki akademickiej – działa na zasadzie 'wszystko się może zdarzyć', szczególnie że sprzęt komputeropodobny, który może wygenerować także wszystko, jest na wyciągnięcie ręki, to praktyka szkolna zdecydowanie ogranicza rojenia o 'uczniu wirtualnym' (czy modelowym) i przywraca rzeczywistości. Szkoda tylko, że jest to coraz częściej bezosobowa praktyka testów i wiedzy liczonej w procentach. Nie ma to jak bieg patrolowy, parada oszustów, czy inna typowo harcerska forma sprawdzania wiadomości!
Mimo wszystkich zalet bycia nauczycielką i  instruktorką zarazem, cierpię na lekką schizofrenię, która wynika z organicznej sprzeczności dwóch rzeczy: harcerskiej dobrowolności i przymusu szkolnego. Zwłaszcza, iż u pedagogów napotkałam myślowy precedens: nie musi tak być![i]

Powtarzam jednak – mi jako przeciętnej jednostce nauczycielskiej z tzw. powołaniem harcerstwo dało wiele: odwagę stosowania rozwiązań niekonwencjonalnych, trwały entuzjazm oraz ów rodzaj nawiedzenia, który akceptował Mirowski[ii]. A także świadomość, że mnie nie interesuje proste przekazywanie wiedzy. Mnie interesuje przekazywanie trwałej wiedzy z jednoczesnym budowaniem wewnętrznych struktur – tak w zakresie umiejętności, jak i postaw. Innymi słowy – staram się być wzorem, exemplum.

No i – posłużmy się językiem reklam – harcerstwo dało mi jedyną w swoim rodzaju, niepowtarzalną, arcyskuteczną – METODĘ HARCERSKĄ. Stąd mój końcowy apel – instruktorze! Pozwól mi zrobić, a zrozumiem – Twój wychowanek.


[i] Por. Z.Barciński, cykl artykułów pod wspólnym tytułem: Porządek na lekcji, „Grupa i Zabawa” (Kwartalnik Polskiego Stowarzyszenia Pedagogów i Animatorów KLANZA) 1998, nr 3, 4; 1999, nr 1, 2, 3, 4, 5.
[ii] S. Mirowski, Styl życia, Warszawa 1997, s. 31.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz